X

Zapisz się na darmowy newsletter SOCIALPRESS

Dlaczego warto się zapisać

Nasz newsletter subskrybuje już 12 500 osób!

Ciemna strona blogów parentingowych

Ciemna strona blogów parentingowychfot. © Evgenia Tiplyashina - bank zdjęć Fotolia.com

Utartym już frazesem jest stwierdzenie, że to co raz trafi do Internetu pozostaje tam na zawsze. A jednak bardzo często niektórzy zdają się o tym zapominać. Pojawienie się mediów społecznościowych zdecydowanie ożywiło u wielu pragnienie ekshibicjonizmu i raportowania niemal o wszystkim co się robi. I jeśli się tego chce, rozumie się konsekwencje takich działań i wyraża się na nie zgodę to nie ma w tym zwykle nic złego. Każdy później ponosi sam odpowiedzialność za wrzucanie do sieci intymnych, dwuznacznych czy niekorzystnych zdjęć i opisów. Co jednak gdy to nie my sami decydujemy o tym co o nas pojawi się w internecie? Co jeśli osoby, które z zasady powinny bronić prywatność i intymność innych, zaczynają dzielić się nią dla własnych korzyści?

Naruszanie granic

Ten problem jest często poruszany właśnie wtedy, gdy mowa o blogach parentingowych. Dyskusja trwa nie tylko między obserwatorami tego zjawiska, ale także w samym, blogerskim środowisku. Bo w którym miejscu wyznaczyć granicę między tym co może pomóc młodym rodzicom, czytającym blogi parentingowe, a tym co może zaszkodzić dziecku blogera? W przyszłości, gdy dziecko dorośnie, zdjęcia czy opisy z bloga jego rodzica mogą ciągnąć się za nim latami. A niektórzy rodzice w sieci potrafią informować i raportować naprawdę o wszystkim, począwszy od zrobionych kupek, przez przebyte choroby, po zdjęcia w kąpieli. Cała Polska, cały internetowy świat może śledzić etapy rozwoju takiego malucha.

Zresztą problem ten dotyczy wielu rodziców, niekoniecznie tych prowadzących bloga, którzy zbyt lekkomyślnie wrzucają zdjęcia swoich dzieci na liczne kanały społecznościowe. Nie tylko w ten sposób zarzucając swoich znajomych treściami, których ci być może nie chcą oglądać. Ale przede wszystkim burząc granice ochrony prywatności człowieka, który nie może się chronić, który nie może zaprotestować, ze względu na swój młody wiek.

Czy chciałbyś tego dla siebie?

Do refleksji powinien skłonić fakt, że gdy Nishka, jedna z blogerek pisząca m.in. o życiu rodzinnym, zapytała swoje córki, czy chcą aby ich zdjęcia pojawiały się na blogu, te odpowiedziały, że nie. I blogerka to uszanowała. Jednak jej córki były w wieku, który pozwalał podjąć im samodzielną decyzję, który pozwalał im zrozumieć, że mają prawo bronić swojej prywatności. Młodsze dzieci takich możliwości nie mają. Dlatego warto aby za każdym razem ich rodzice zastanowili się przed publikacją treści o swoich pociechach, czy chcieliby aby taki wpis powstał o nich. Zdjęcia dziecka nago, w bieliźnie, na nocniku, podczas kąpieli mogą się znaleźć w prywatnych zbiorach, jednak w sieci stają się powszechnie dostępne. Po wstawieniu takiego zdjęcia chociażby na Facebooka, łatwo stracić nad nimi kontrole, bo autor przestaje być jego właścicielem. Zdjęcia takie mogą być rozpowszechniane i przetwarzane w dowolny sposób. Jeśli tego nie chcielibyśmy dla siebie, dlaczego mielibyśmy chcieć dla własnego dziecka?

Wykorzystane

Druga strona medalu to korzyści płynące dla rodziców z takich działań. Bo co oczywiste na blogach można zarobić. Nowe zabawki, ubranka, kosmetyki, sprzęty dla dzieci, to duże wydatki. A niejednego rodzica kusi możliwość dostania takich gadżetów, w zamian za niewinne zdjęcie dziecka zrobione podczas sesji zdjęciowej do bloga. W rzeczywistości jest to zakrojona na szeroką miarę akcja marketingowa, w której dziecko, chcąc nie chcąc, bierze udział. A rodzic w ten sposób godzi w jego godność i sferę przeżyć dziecka, podlegającą ochronie.

Rozwiązanie problemu i jasne zarysowanie granic nie jest proste. Można piętnować, można nie czytać takich blogów, można głośno mówić o tym, że jest to złe, ale tak naprawdę ostateczna decyzja zawsze należeć będzie do twórców blogów i tym samym rodziców. Do których można jedynie apelować, aby kierowali się rozsądkiem i wszystko robili z umiarem. W przyszłości z pewnością ich dziec podziękują im za to.

  • Jako terapeutka nie zgadzam się z tym, że jest coś złego w umieszczaniu zdjęć swoich dzieci w Necie, o ile wychowa się je tak, by nie obchodziło ich co w przyszłości ktoś będzie mówić. Mój goły tyłek w wieku 2 lat, nie jest powodem do wstydu. Jeśli dziecko zostanie wychowane w poczuciu bezpieczeństwa, pewności siebie, szacunku do samego siebie to żadne zdjęcie krążące po Necie nie jest w stanie zrobić mu krzywdy. Jedynie hejterzy mogą negatywnie wykorzystać takie zdjęcia w przyszłości, ale czy trzeba się ich bać, gdy ma się wysoką samoocenę, pełną świadomość siebie i swoich walorów? Poza tym pisanie o blogerach parentingowych, że ich misją jest jedynie zarabianie na swoich dzieciach jest bardzo krzywdzące. Wielu z nich niesie ogromną pomoc dla młodych, niedoświadczonych rodziców. Misją często jest niesienie pomocy, a nie zarobek. No, ale jeśli komuś pieniądze zasłaniają cały świat, nie może twierdzić inaczej.

Newsletter

Bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami. Zapisz się na bezpłatny newsletter.

free newsletter templates powered by FreshMail