X

Zapisz się na darmowy newsletter SOCIALPRESS

Dlaczego warto się zapisać
Nasz newsletter subskrybuje już 15 000 osób!

Między influencerem a hakerem. Poznajcie nową grupę twórców promujących działania krymianalne

Grupa nowych twórców internetowych promuje przestępstwa kryminalne i sprzedaje usługi, które to ułatwiają. Zobaczcie jak jednego z jej przedstawicieli zdemaskował dziennikarz BBC.

Między influencerem a hakerem. Poznajcie nową grupę twórców promujących działania krymianalneźródło: shutterstock.com

reklama


Linia ubrań, kosmetyki, hotele czy restauracje – z tym kojarzą nam się dziś akcje promocyjne osób wpływowych w sieci. Jednak to zdecydowanie za mało. Obecnie mamy bowiem do czynienia z nową erą influencerów. Jednak tym razem, przedmiotem sprzedaży są… przestępstwa kryminalne.

Nowy rodzaj influencerów

W momencie, gdy zaczęli pojawiać się influencerzy, wydawało nam się, że jedyne co się zmieni, to podejście do marketingu. A przy okazji, zawsze dadzą jakiś kod zniżkowy, czasami nawet przekażą jakieś wartościowe treści. Niestety, po ciemnej stronie mocy zaczęli również pojawiać się patoinfluencerzy. I tu już zaczęliśmy zwracać uwagę na to, co oglądają najmłodsi, często też reagowaliśmy. Teraz jednak zdaje się nadchodzić kolejna era influencerów – tym razem zachęcająca i ułatwiająca proces planowania przestępstw kryminalnych.

Takie osoby, aby stać się influencerem, zwabiają na początku do siebie grono odbiorców. W jaki sposób to robią? Swoje twarze zakrywają pod specjalnymi maskami, stając się tym samym anonimowymi. W dodatku, wabikiem na innych wydają się być duże pieniądze, jakimi operują na serwisach typu Instagram, Facebook czy TikTok. W trakcie bardzo często starają się również tworzyć treści opisujące w jaki sposób doszli do bogactwa itd, Co dzieje się później? Proponują swoje produkty, dzięki którym każdy użytkownik również może zmienić swój status społeczny. Co ciekawe, jest on zazwyczaj reklamowany w taki sposób, aby nie był zbyt dosłowny, a każdy kto chciałby nabyć takie produkty, mógł dowiedzieć się o nim jak najwięcej. Dzieje się to więc, np. za pomocą piosenek, specyficznych zdjęć czy niby nic nie znaczących, śmiesznych wierszyków rymowanych. A więc wszystko dzieje się jawnie. Nic nie dzieje się w piwnicach, a i w internecie nie trzeba szukać zbyt intensywnie. Doskonale przedstawia to śledztwo przeprowadzone przez jednego z dziennikarzy BBC.

Śledztwo dziennikarza

Lampa na stole, oświetlająca dokumenty.

źródło: unsplash.com

Ciekawe śledztwo w sprawie nowego typu influencerów, przeprowadził jeden z dziennikarzy BBC. Podjął on bowiem próbę zdemaskowania jednego z influencerów, który sprzedawał przewodniki po oszustwach – online. Za “ofiarę” wybrał sobie mężczyznę o pseudonimie Tankz. Dziennikarz skontaktował się z nim, udając użytkownika zainteresowanego jego ofertą. Propozycja wysłana przez Tankza wiązała się z założeniem fałszywej strony internetowej, wysłaniu 4000 wiadomości phishingowych w imieniu dziennikarza, a także uzyskanie danych osobowych takich jak imię, nazwisko, numer telefonu, numer konta bankowego wraz z danymi. Wszystko to za drobną opłatą, 115 funtów. Dodatkowym produktem były również przewodniki, które krok po kroku wyjaśniały w jaki sposób dokonać takich przestępstw.

Co ciekawe, w dużej mierze oszuści nie działają sami, a swoje zadania zlecają innym. Tworzy się więc coś na zasadzie bandy z szefem, najczęściej pełniącym rolę influencera, na czele. Jeszcze ciekawsze jest to, że bardzo często próbki efektów przestępstw tego typu, są pokazywane w social media, a żaden większy serwis nie jest w stanie tego wykryć. Pod nimi podane są numery telefonów i na jeden z nich, zadzwonił dziennikarz BBC. Celem było zdemaskowanie ofiary.

Jak zdemaskować przestępcę?

Organy ścigania poddały się, gdy okazało się, że brakuje śladu obecności i działań o charakterze przestępczym w internecie. Dowodów było rzekomo brak. Natomiast dziennikarz BBC nie był przekonany do takiej argumentacji. Doszedł on do wniosku, że bycie influencerem, nawet tym anonimowym, wiąże się ze swego rodzaju publicznym pokazywaniem swojego życia w sieci. Tankz zostawiał po sobie ich bardzo dużo. Pierwszym z nich, było wideo gdzie rapuje i wprost mówi o sobie: “Oszust z Londynu. Jak coś chcę, klikam.”. Klikanie to slang obecny w świecie influencerów zachęcających do przestępstw, oznaczający wyłudzenia, np. poprzez phishing. Materiał ten został przeanalizowany również pod innym kątem – szczegółów. Dziennikarz dopatrzył się wzmianki o Wembley, studiowaniu ekonomii i finansów, a także tablicy rejestracyjnej, na której widoczne były numery. Dodatkowo, jeden z klipów przedstawiał charakterystyczny dywan. Dziennikarz znalazł podobny na stronie internetowej, reklamującej zakwaterowanie dla studentów, właśnie na obszarze Wembley. Aby potwierdzić swoje przypuszczenia, wraz z ekipą udał się pod ten blok. Jak się okazało, samochód z identyczną tablicą rejestracyjną również tam stał. Chwilę później, zszedł do niego mężczyzna, ubrany w dres, który tego samego dnia Tankz miał na nagraniach w jego social media.

Po lewej stronie Tankz, po prawej człowiek, którego BBC za niego uważa./źródło: bbc.com

A jednak były też ślady cyfrowe

Całe śledztwo dziennikarza i jego znajomych z BBC pokazało, że również organy ścigania nie do końca miały rację. Rzeczywiście – posty w social media Tankza były anonimowe. Natomiast jego utwory, widnieją w Apple Music. Co nie mniej istotne, w jednym z utworów, prawa autorskie nie są bezpośrednio powiązane z Tankzem, a ich autorem jest Luke Joseph. To samo imię i nazwisko, pojawiało się również w jednym z oficjalnym maili wysłanych przez Tankza, jak i na koncie na eBayu, które również sygnowane było jako te, należące do Tankza. Gdy dziennikarze dokonali tego odkrycia, postanowili zestawić wcześniejszą wiedzę, na temat miejsca zamieszkania, z tym co wiedzą z sieci. I tu również tropy okazały się być bardzo ze sobą zbieżne, ponieważ w budynku mieszkała osoba o takim imieniu i nazwisku. Luke Joseph najprawdopodobniej jest więc studentem finansów i ekonomii z Londynu, a tym samym influencerem przestępcą w sieci, znanym pod pseudonimem Tankz.

Do czego doprowadziło to śledztwo?

Prawdę mówiąc – do niczego konkretnego. Pomimo dobrze wykonanej roboty dziennikarzy BBC, Tankz nie został złapany, ponieważ według śledczych nie było zbyt wielu dowodów na to, aby udowodnić jego winę. Co więcej, nie ma również pewności, że Tankz i Luke Joseph to jedna i ta sama osoba. Pomimo zgodności wielu faktów…

Z dobrych wieści, nastąpiła dość szybka reakcja Instagrama, Facebooka i Twittera. Giganci usunęli konto influencera przestępcy. Niestety, ten przeniósł się obecnie na TikToka i tak w dalszym ciągu nagabuje innych ludzi do tego, aby działali tak jak on. A przy tym oferuje swoje produkty w postaci przewodników po oszustwach, jak i pakiety danych, które użytkownicy mogą wykorzystać do wyłudzeń. I oczywiście powstaje w tej sprawie wiele spekulacji dotyczących regulacji prawnych, jak i samych organów ścigania. Jakich? Tu zapewne każdy z nas jest w stanie się domyślić.

Czy Tankz jest jedyny?

Obecnie myśląc o influencerach sprzedających produkty tego typu, mamy na myśli coraz większe grupy osób, chcących w szybki i prosty sposób zarobić. Tankz był jednym z tych influencerów, do których dotarcie wbrew pozorom nie było takie trudne, gdyż prawdopodobnie mężczyzna nie spodziewał się tego, jak wiele śladów po sobie zostawia online. Natomiast są też tacy ostrożni. W dodatku uczą hakować i pomagają w tym zadaniu innym. Zatem grupa tych osób rośnie każdego dnia. Jeżeli natraficie więc na takie konto, np. na Instagramie, zgłaszajcie je. Nie zawsze przyniesie to pozytywny skutek, natomiast zawsze warto reagować. Bo być może akurat nasza reakcja sprawi, że mniej osób kupi produkt sprzedawany przez przestępcę, a tym samym, mniej osób się po prostu nimi stanie.

Polecamy raport

Raport redakcji SOCIALPRESS

Reklama

Newsletter

Bądź na bieżąco!
Zapisz się na bezpłatny newsletter.

free newsletter templates powered by FreshMail