X

Zapisz się na darmowy newsletter SOCIALPRESS

Dlaczego warto się zapisać

Nasz newsletter subskrybuje już 12 500 osób!

Adblock – zabawa w ciuciubabkę?

Adblock – zabawa w ciuciubabkę?fot. bank zdjęć shutterstock.com

Trudno spotkać kogoś, kto nie w swojej przeglądarce internetowej nie ma zainstalowanej wtyczki Adblock (lub którejś z pochodnych). Wyskakujące banery, uciekające krzyżyki zamykające, otwierające się nowe karty w przeglądarce czy wreszcie obłożenie strony reklamami z każdej możliwej strony – to wszystko wpływa na to, że za pomocą jednego kliknięcia załatwiamy sobie spokojne surfowanie w internecie. Tylko co z tego wynika dla tych pod drugiej stronie ekranu?

Adblock

Jest to aplikacja stworzona przez kilku młodych pracowników niewielkiej niemieckiej firmy Eyeo z branży nowych technologii. Jest niewielka, nie wymaga dużych ingerencji. Zwykła, prosta wtyczka instalowana w przeglądarce, a cieszy. Jak pokazuje badanie agencji PageFair i firmy Adobe, najczęściej z blokad reklam korzystają Grecy i Polacy. Według badania ponad 35% polskich internautów korzysta z tego typu wtyczek. W dodatku ma imponujący wzrost popularności (ponad 50% w skali roku). Ten sam raport szacuje straty wynikające z niewyświetlania reklam na 20 mld dolarów – i to tylko w tym roku. A następne lata mogą być znacznie gorsze. Adblock przebojem wedrze się także na urządzenia mobilne, zarówno te z Androidem jak i iOS-em. Ze względu na przenoszenie ciężaru korzystania z sieci właśnie na takie urządzenia, skutek jest łatwy do przewidzenia.

Co na to media i reklamodawcy?

Użytkownicy sieci się cieszą, ale druga strona ma problem.I to poważny. Ostatnio dwóch niemieckich gigantów medialnych Die Wielt i Handelsblatt wytoczyło procesy twórcom wtyczki, oskarżając ich o „działania nielegalne i antykonkurencyjne”. Oba pozwy oddalono. Inne rozwiązanie próbuje przeforsować Guardian, który zachęca czytelników blokujących reklamy do wpłat 50 lub 135 funtów. W zamian za to zostaje się „mecenasem” gazety. Dostaje się także upominki (w podstawowej wersji serię gadżetów związanych z wydawnictwem, a za większe wsparcie pakiet biletów do instytucji kultury). Są także próby wprowadzenia specjalnych prenumerat i abonamentów, dzięki którym treści pozbawione są reklam (w Polsce w takim rozwiązaniu przoduje wydawnictwo Agora). Jednak zdecydowana większość nie podejmuje żadnych działań i powtarzając za amerykańskimi specami od mediów, wieszczą upadek mediów internetowych.

No to może reklama natywna?

No dobrze. Jeżeli nie banery (które często są tragicznej jakości), latające okienka z uciekającymi krzyżykami, kurtyny na całą stronę i najbardziej chyba denerwujące, samoczynnie włączające się filmy, to co? Może reklama natywna? Co prawda wymaga ona o wiele większego wysiłku i jest co najmniej kilkakrotnie droższa niż ta „tradycyjna”, ale mówi się, że jest skuteczniejsza, jest coraz popularniejsza (następny rok zapowiadany jako rok natywny) no i omija blokujące wtyczki. Okazuje się, że z tym ostatnim może być problem. Till Faida, prezes Eyeo w wywiadzie dla Der Spiegel potwierdził, że firma pracuje nad wersją wtyczki, która będzie blokowała treści natywne. Czy doszliśmy do końca internetowo-marketingowej drogi?

Co dalej?

Po przeczytaniu dwóch poprzednich akapitów, można by powiedzieć, że to koniec, pora zbierać zabawki. Nie ma co prawda pomysłu jak miałaby wyglądać rzeczywistość bez reklam (niemożliwe), bez mediów (także niemożliwe) lub bez internetu (nikt nie odważy się o tym pomyśleć), ale tak to wygląda. Jak w takim razie branże nieodłącznie ze sobą związane mogą rozwiązać ten problem?

Przede wszystkim trzeba się pogodzić z tym, że czasy banerów i fruwających po stronie okienek już minął. Po drugie, tworzenie reklam będzie kosztowało więcej. I nikt na to nic nie poradzi. Po trzecie, reklama będzie musiała łączyć się z użytecznym contentem. Po czwarte, tam gdzie przekaz reklamowy ma być krótki i konkretny (bo tego wymaga produkt czy usługa) liczyć się będzie prostota i minimalizm? Czyżby powrót do przeszłości? Wreszcie po piąte, wydaje się, że nie ma ucieczki od płatnej zawartości – czy to w postaci prenumerat, jednorazowych dostępów czy platform (Piano). Jak na razie budzi to duży opór wśród internautów (bo przecież content w internecie jest za darmo, w przeciwnym razie to ograniczanie wolności), ale to właśnie jest zadanie dla wydawców. Uświadamianie i edukowanie. I na początku ponoszenie w związku z tym kosztów.

A Wy jakie macie obserwacje dotyczące reklam w internecie? Jakieś pomysły, rozwiązania, refleksje?

Newsletter

Bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami. Zapisz się na bezpłatny newsletter.

free newsletter templates powered by FreshMail