X

Zapisz się na darmowy newsletter SOCIALPRESS

Dlaczego warto się zapisać

Nasz newsletter subskrybuje już 12 500 osób!

Wszyscy marzymy o sprzedażowych „dzikich chwilach”

Wszyscy marzymy o sprzedażowych „dzikich chwilach”

Zatrzymać „Wildest Moments”

Jakiś czas temu będąc na wakacjach prawie w ogóle nie robiłam zdjęć. Zdezorientowanej rodzinie i kolegom tłumaczyłam, że nie chcę doświadczać wakacyjnych chwil przez obiektyw aparatu, zamkniętych w ciasnej ramce. Zrezygnowałam w końcu z tej kontrowersyjnej filozofii, ponieważ wiadomo: nie ma dowodu fotograficznego na Facebooku – nie zdarzyło się. Susan Sontag twierdziła, że fotografia zawsze ma związek ze śmiercią. Można zgodzić się z jej poglądem lub nie. Obecnie uważam aparat fotograficzny (czy inne narzędzie do tworzenia fotografii) za pistolet, który paradoksalnie zatrzymuje życie.

W sobotę 23 marca udało mi się wybrać na koncert Jessie Ware. Tego, że koncert był taki czy owaki pisać nie będę. Natomiast ciekawym zjawiskiem był las rąk z wyciągniętymi telefonami filmującymi lub robiącymi zdjęcia piosenkarce. O ile nie jest to już nieznane zjawisko, zaśmiałam się w głębi ducha, ponieważ największa fala łokci, nadgarstków i palców przemknęła mi przed oczami w momencie, gdy Jessie zaczęła śpiewać „Wildest Moments”. Wtedy właśnie wszyscy śpiewali i próbowali zatrzymać tę chwilę w cyfrowej formie – zatrzymać wildest moments i utrzymać ich życie w mediach społecznościowych: na YouTube, Instagramie, Facebooku, Foursquarze czy nawet Twitterze.

Zatem jakie momenty chcemy najczęściej uchwycić? Najpopularniejszym tagiem na Instagramie jest #christmas (obecnie 21 868 718 fotografii), następnie #eyes (20 611 078), #love jest na czwartym miejscu, #snow na trzynastym. Wszystkie kolejne są związane z emocjami, lifestylem i okazjami. Uogólniając – właściwie wszystkie związane są z emocjami i nastrojami. Dzielimy się tym, co nas zachwyci, rozbawi, zasmuci czy rozgniewa. Media społecznościowe stają się powoli świadectwem naszego istnienia.

Social Media = Emocje&Informacja

Media społecznościowe to jednak nie tylko obrazy, mimo nagłośnionej kultury obrazkowej. Generalizując powiedziałabym, że media społecznościowe dzielą się na dwa typy odbiorców: Emocjonalnego i Poszukiwacza informacji. Do tego właśnie media społecznościowe nam służą: do dzielenia się emocjami i informacjami oraz do odbierania tychże.

Oczywiście, istnieje rzesza odbiorców łącząca obie cechy. Potwierdzają nam to najbardziej angażujące kategorie na Facebooku: blogi (emocje związane z lifestylem i pożądaniem), prasa (informacje), organizacje pozarządowe (emocje związane z uwrażliwieniem na drugiego człowieka lub zwierzęta), sport (emocje), stacje radiowe (informacja i emocje związane z muzyką), motoryzacja (emocje związane z pożądaniem), e-commerce (emocje związane z pożądaniem i informacje), macierzyństwo (same emocje! :) i oczywiście dzielenie się doświadczeniem i informacjami).

Czy to oznacza, że inne kategorie nie mają prawa istnieć w mediach społecznościowych? Nie. Po prostu branże te powinny zdawać sobie sprawę z tego, w jakim środowisku się znajdują. Media społecznościowe są zbudowane nie przez marki, ale przez ludzi i rządzą się prawami ludzkimi i ich potrzebami.

Najważniejszy jest cel

Wiadomo powszechnie, że tak naprawdę wszystkim zależy na sprzedaży. Aby jednak do niej doszło, potrzebna nam jest strategia, która dopasuje do marki odpowiednie kanały komunikacji (i nie mówię tu tylko o socialowych, ale o całej strategii 360). Myślę, że boom w mediach społecznościowych z jednej strony był dla nich błogosławieństwem, z drugiej – wielką krzywdą.

Nastąpiła fala marek, które wykorzystują media społecznościowe całkowicie zapominając o swoich celach marketingowych. W ten sposób zaczynamy mieć do czynienia z głosami rozczarowania, że media społecznościowe nie sprzedają. A wręcz odwrotnie – sprzedają emocje i informacje. Czyli mowa tutaj o sprzedaży pośredniej, kiedy marka mówi „Hej! Jestem fajna, dołącz do mojego świata!”. Potrafią jednak również sprzedawać bezpośrednio, jeśli emocje lub informacje będą kierować użytkowników do kanału sprzedażowego (angażująca kategoria E-commerce), kiedy marka mówi „Hej! Nie dość, że jestem fajna i możesz dołączyć do mojego świata, to jeszcze możesz spróbować, jak to jest TERAZ!”. Warto w związku z tym najpierw się zastanowić, jakie cele mają kanały digitalowe w naszej ogólnej strategii marki.

Bez socialu nie ma balu

Teraz tylko pytanie, jak w ogóle rozumiemy pojęcie mediów społecznościowych. Jeśli rozumiemy je tylko jako fan page na Facebooku czy blogi, to rzeczywiście mocno się zawężamy. Zapominając o takich narzędziach jak Open Graph przy budowaniu naszej strony, nie wykorzystujemy potencjału, jaki daje nam Facebook. „Uploadując” zdjęcia na Pintereście bez linkowania do źródła, jakim może być nasza strona lub sklep – znów nie wykorzystujemy jego potencjału. Traktując Google + jako „gorszą kopię Facebooka”, odcinamy sobie dostęp do ekosystemu Google i lepszego pozycjonowania. Tak samo jest z „mobilem” – nie wykorzystując go w mediach społecznościowych, tracimy osoby, które głównie korzystają z nich właśnie przez mobile.

Prawda jest taka, że niemal cały digital jest otoczony mediami społecznościowymi, które nie zawsze muszą być rdzeniem komunikacji, jeśli strategia marki mówi inaczej. Jednak zawsze będą jej ogromnym wsparciem emocjonalnym, informacyjnym, pozycjonującym lub kierującym. Ponieważ to właśnie tam często znajdują się nasi odbiorcy poszukujący i dzielący się informacjami lub… swoimi „wildest moments”.

Newsletter

Bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami. Zapisz się na bezpłatny newsletter.

free newsletter templates powered by FreshMail