X

Zapisz się na darmowy newsletter SOCIALPRESS

Dlaczego warto się zapisać

Nasz newsletter subskrybuje już 12 500 osób!

Ukarany za lajki na Facebooku. Nietypowy wyrok szwajcarskiego sądu

Czy kilka lajków pozostawionych na Facebooku może wiązać się z poważnymi konsekwencjami prawnymi? Przekonał się o tym 45-letni Szwajcar, który w poniedziałek został ukarany za polubienia zniesławiających komentarzy na portalu.

Ukarany za lajki na Facebooku. Nietypowy wyrok szwajcarskiego sądufot. bank zdjęć shutterstock.com

Wielu z nas wciąż wydaje się, że media społecznościowe to przestrzeń do zabawy, rozrywki, w której możemy tworzyć treści i wchodzić w różnego typu interakcje bez ponoszenia konsekwencji. Facebook wielokrotnie borykał się z problemem pozostawiania lajków pod nieodpowiednimi treściami, na przykład informującymi o czyjejś śmierci lub innej tragedii, na co ratunkiem miały być wprowadzone jakiś czas temu reakcje wyrażające różne emocje. Jak jednak dowodzi przykład sądzonego w poniedziałek Szwajcara, wbrew pozorom tak niewinne działanie jak polubienie może spowodować znaczne konsekwencje.

Jak podaje Guardian, 45-letni mężczyzna z Zurychu w 2015 roku polubił wpisy osób trzecich znajdujące się na grupach na Facebooku, w których posądzono o rasizm i antysemityzm Erwina Kesslera, aktywistę działającego na rzecz ochrony zwierząt. Kessler zdecydował się pozwać ponad 10 osób, w tym autorów owych komentarzy oraz wspomnianego mężczyznę, który pozostawiając pod nimi lajki miał rozpowszechniać oskarżenia wobec aktywisty. Wedle Pani Sędzi nie ma znaczenia, czy treści pochodziły bezpośrednio od danej osoby – pozostawienie lajka pod wybranym wpisem to znak jego poparcia i uczynienie danej opinii swoją, dlatego też oskarżony otrzymał karę grzywny w wysokości 4 tysięcy franków szwajcarskich za to, że lubiąc napisane przez innych użytkowników komentarze, rozpowszechniał ich osąd na szerszą skalę. Co ciekawe, prawie 20 lat temu Kessler, na pomocy szwajcarskiego prawa, został skazany na karę więzienia za porównanie żydowskich rzezi rytualnych do praktyk Nazistów. Jednak podczas poniedziałkowej rozprawy Sędzia orzekła, że oskarżony nie udowodnił, że komentarze na Facebooku były prawdziwe.

Decyzja ta, choć wydana przez sąd niższego szczebla, jest poddawana dyskusjom w wielu krajach, bowiem pojawia się obawa, że taki sposób postrzegania polubień i innych aktywności w mediach społecznościowych pojawi się także w innych państwach. Jest to pierwszy tego typu przypadek, gdy „lajki” na portalu społecznościowym zostały uznane za formę zniesławienia. Pozwany ma możliwość odwołania się od wyroku, ale musiałby w tym celu poświęcić czas i środki. Szwajcar stał się współwinnym pomówień, bo wykazał w stosunku do nich aktywność, która wskazywałaby na ich poparcie. Wydaje się, że gdyby podobną myślą kierowały się organy władzy w innych państwach, podobnych spraw byłyby tysiące, a lajki, często pozostawiane z automatu lub na wyraz ironii, mogłyby powodować pociągnięcie do odpowiedzialności prawnej.

Być może ta nietypowa sytuacja powinna zmusić nas do refleksji nad tym, jaką siłę mają obecnie media społecznościowe, jak uważnie powinniśmy poruszyć się w ich sferze oraz czy faktycznie facebookowe „Lubię to” zyskało aż tyle na wartości, aby stanowić sposób na wyrażanie poglądów, opinii i aprobaty adekwatnej w świecie rzeczywistym.

Newsletter

Bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami. Zapisz się na bezpłatny newsletter.

free newsletter templates powered by FreshMail