X

Zapisz się na darmowy newsletter SOCIALPRESS

Dlaczego warto się zapisać

Nasz newsletter subskrybuje już 12 500 osób!

Co dalej z Google+?

Co dalej z Google+?

Świetny start

Od początku funkcjonowania Google+ cieszył się wielkim zainteresowaniem. Serwis miał stać się pierwszą od lat prawdziwą konkurencją dla Facebooka i jednocześnie pierwszym w pełni udanym przedsięwzięciem Google na rynku mediów społecznościowych. Pierwsza próba, serwis Orkut, nie była pomyślna, portal nie zdobył zbyt wielkiej popularności (chociaż jednocześnie warto odnotować, że do dzisiaj jest najpopularniejszym portalem społecznościowym w Brazylii). Rynku nie zdobył również Google Buzz, o którym jeszcze za chwilę. Początki Plusa mogły zwiastować, że „do trzech razy sztuka”. Pomimo wprowadzenia ograniczeń przy rejestracji (warunkiem – zaproszenie od użytkownika G+ ) serwis w ciągu 4-ech tygodni pozyskał 25 milionów użytkowników, zdobywając miano najszybciej rozwijającego się portalu społecznościowego w historii (liczbę 25 mln przytoczył jednak serwis comScore, a nie Google).

Od jakiegoś czasu jednak emocje wyraźnie ostygły i kolejne informacje dotyczące choćby zmian w serwisie (wprowadzenie gier, API, zmiany w ochronie prywatności) nie wzbudzają już tak wielkiego zainteresowania jak nowości z obozu Facebooka. Dawno też przestano przytaczać liczby użytkowników serwisu. Z całą pewnością zbyt wcześnie na wieszczenie klęski, ale najwyraźniej internauci doszli do wniosku, że przesiadka z Facebooka na Google+ nie jest wcale konieczna.

„Nie rozumiemy platform”

Spore poruszenie wywołał w zeszły wtorek jeden z pracowników Google, Steve Yegge, który na swoim profilu na Google+ opublikował post, w którym nazwał serwis społecznościowy jego pracodawcy „żałosną i spóźnioną refleksją”. Pech Yegge’a polegał na tym, że nie wiedząc dokładnie, jak działa serwis, udostępnił swoje przemyślenia myśląc, że zobaczą je tylko pracownicy firmy, niestety dla niego stało się inaczej. W „feralnym” poście, poza krytyką firmy Amazon, w której pracował przez kilka lat, stwierdził, że problemem Google jest to, że „nie rozumie platform”. Zarzucał władzom i pracownikom firmy, że ich błędem przy pracowaniu nad nimi jest przeświadczenie o tworzeniu gotowego produktu, a przecież sukces Facebooka polega między innymi na tym, że to jego użytkownicy stale tworzą własne (jak choćby aplikacje), które nieustannie uatrakcyjniają serwis. Jakkolwiek szybko usunął krytycznego posta, a później opublikował swego rodzaju sprostowanie, w którym pisał, że jego opinie to rezultat obserwacji poczynionych w środowisku, któremu daleko do centralnych struktur Google’a, tak nie mogło to zapobiec temu, że po świecie rozniosła się wieść o tym, że w sukces Plusa nie wierzy nawet jeden z pracowników firmy. Co gorsza, chwalił jednocześnie działania… Facebooka rzecz jasna.

Kilku ekspertów przyznało, że w słowach Yegge’a jest sporo racji, jak choćby krytyka uruchamiania Plusa bez API (dopiero niedawno wprowadzono je w ograniczonej formie). Choć jednocześnie pamiętamy, że firma przekonywała, że uruchamia G+ w okrojonej wersji oczekując na cenny i merytoryczny feedback od użytkowników, który wpłynie na systematyczne ulepszanie platformy.

Google+ to przy Facebooku wciąż raczkujące niemowlę

Oficjalne dane mówią obecnie o 40 milionach użytkowników Google+. Danny Sullivan, na łamach Searchengineland.com zaznacza jednak, że liczby tej nie należy mylić z liczbą aktywnie korzystających. Z kolei 800-milionowa rzesza facebookowiczów i 100-milionowa „ćwierkaczy” to właśnie społeczności aktywne (wedle kryteriów przyjętych przez obydwa serwisy aktywny użytkownik to taki, który loguje się choć raz w miesiącu). To już pierwsza zasadnicza różnica, która sprawia że nieadekwatne jest porównywanie Google+ do Facebooka czy Twittera jako kryterium przyjmując liczbę użytkowników. Sullivan dodaje też parę słów na temat obwołania G+ najszybciej rozwijającym się serwisem społecznościowym w historii, słusznie zauważając, że w czasach gdy startowały 2 wspomniane konkurencyjne portale, liczba internautów była sporo niższa niż obecnie, stąd dynamika wzrostu ilości użytkowników Plusa musiała być większa. Z drugiej strony, należy pamiętać o tym, że do niedawna rejestracja na G+ była ograniczona, toteż wzrost liczby użytkowników o 30 mln w ciągu 3-ech miesięcy (w połowie lipca Google oficjalnie ogłosił przekroczenie 10 milionów) należy poczytywać za sukces, nawet przy oszałamiającej liczbie 800 mln aktywnych facebookowiczów.

Koniec Buzza – nowy początek dla G+?

Google nie chce jednak dać za wygraną. Firma planuje całkowite usunięcie z sieci wspomnianego już serwisu Buzz, chcąc całkowicie skupić się na platformie, w której pokłada tak duże nadzieje. Jak zapowiedział na firmowym blogu wiceprezes Google ds produktu Bradley Horowitz, ma się to stać w ciągu najbliższych kilku tygodni. Buzz był zresztą „spalony” już na starcie z powodu problemów z ochroną prywatności użytkowników. Horowitz przekonuje, że firma wyniosła sporo doświadczeń z funkcjonowania tamtego serwisu i powinny one zaprocentować zwłaszcza teraz, gdy jeszcze bardziej skupi się na rozwijaniu G+ . Nieco więcej szczegółów ujawnił Horowitz w poście umieszczonym na swoim profilu na Plusie. – Nauczyliśmy się, że prywatność to nie funkcja… to fundament dla tego typu produktu – przekonuje Horowitz, dodając, że z tego właśnie powodu tak wiele uwagi na G+ firma poświęca kwestii ochrony prywatności. Najważniejszą lekcją okazuje się jednak być nowy sposób wprowadzenia produktu na rynek. Po raz kolejny, jak wspomnieliśmy już kilka zdań wcześniej, podkreślana jest orientacja firmy na feedback od użytkowników, ich aktywne uczestnictwo w procesie doskonalenia Plusa i tworzenia z niego platformy społecznościowej z prawdziwego zdarzenia.

Być może sprzyjać temu będzie rosnące niezadowolenie użytkowników Facebooka, spowodowane ostatnimi zmianami, które, jak pisaliśmy wczoraj, mogą wywoływać wrażenie zbyt daleko ingerujących w sferę prywatności, do której to kwestii, jak przekonuje Bradley Horowitz, tak wielką wagę przykłada z kolei Google. Niemniej jednak, przed Plusem bardzo długa droga, bo przekonać najbardziej oczywisty target, czyli właśnie facebookowiczów, do masowej przesiadki na G+ nie będzie łatwo, a sam Facebook nie zamierza zresztą biernie przyglądać się poczynaniom konkurenta, czego wyraźnie dowiódł w ostatnich tygodniach (nawet jeśli niekoniecznie z pożądanym skutkiem).

Tych wszystkim, którzy chcieliby przypomnieć sobie jak wygląda Plus odsyłamy do naszego artykułu i zachęcamy do zarejestrowania się w serwisie. Kto wie, być może za kilka miesięcy posiadanie konta w tym serwisie okaże się bardziej przydatne niż ma to miejsce dziś.

Newsletter

Bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami. Zapisz się na bezpłatny newsletter.

free newsletter templates powered by FreshMail